fifa-23-–-recenzja.-male-rzeczy,-duze-rzeczy

FIFA 23 – recenzja. Małe rzeczy, duże rzeczy

Czas na rozwód

Jesteśmy świadkami historycznego momentu. Oto bowiem po niespełna 20 latach drogi Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej i EA Sports rozchodzą się, tak samo jak niegdyś Eidos Interactive ze Sports Interactive, ówczesnymi twórcami Championship Managera, których dzisiaj znamy za sprawą przebojowego FM-a. Nie wiadomo jeszcze, czy “Eletronicy”, którzy już zapowiedzieli swoje EA Sports FC będą bazować na tym, co przez długi czas opracowywali na potrzeby serii FIFA i czy ta będzie pod tą nazwą kontynuowana przez inną firmę (zdziwiłbym się, gdyby tak się nie stało). To jednak melodia nie tak aż odległej przyszłości, mimo wszystko skupmy się na tym, co tu i teraz, czyli na FIFA 23, którą przez ostatnich kilka dni testowałem w wersji na Xbox Series X.

FIFA 23 - recenzja. Małe rzeczy, duże rzeczy

Przyszłość jest dzisiaj, czyli HyperMotion2

To, że EA Sports ma fundusze na zatrudnienie ludzi, którzy nagrają sesje motion capture na pełnoprawnym boisku w systemie 11 na 11 graczy, nie powinno nikogo dziwić. W efekcie otrzymaliśmy ponad 6000 nowych animacji, ale na tym nie koniec, ponieważ kolejne generują się same przy wykorzystaniu uczenia maszynowego. Generalnie ciężko odróżnić, które tak naprawdę zostały zaimplementowane przez twórców, a które powstają w czasie rzeczywistym w oparciu o na przykład siłę podania czy też w trakcie przepychanki między piłkarzami. No chyba, że dzieją się rzeczy absolutnie rzadkie, jak np. bramkarz rzucający się na futbolówkę po to, by ta nie wyszła za linią końcową, dając tym samym rzut rożny drużynie przeciwnej. Wówczas zobaczyłem, jak golkiper w mgnieniu oka nawet nie tyle przesunął się, co teleportował o dobrych kilka metrów.

Mimo wszystko widać, ile pracy włożono w to, aby FIFA 23 prezentowała się jeszcze bardziej realistycznie. Jako że mamy do czynienia z serią, która co roku otrzymuje nową część, sporą liczbę zmian dostrzeżemy dopiero wtedy, gdy spędzimy z nią trochę czasu (lub nabiliśmy setki, jeśli nie tysiące godzin w poprzedniej odsłonie). Przeprowadzając kontrę możemy bowiem zauważyć, że znajdujący się przy piłce pomocnik będzie zerkał na napastnika, gdy ten trzyma ręce niemalże wzdłuż ciała, dając mu jasno do zrozumienia “podaj!”. Takich smaczków jest znacznie więcej i – co ciekawe – sesje motion capture odbyły się osobno dla mężczyzn i dla kobiet, ale do żeńskich drużyn przejdziemy nieco później.

Co tam na boisku?

Zajmijmy się najpierw tym, co dla wielu najważniejsze, a więc samym gameplayem. Tempo rozgrywki w FIFA 23 jest ewidentnie wolniejsze niż w poprzedniczce, dzięki czemu można odnieść wrażenie, że znów mamy do czynienia z piłkarskimi szachami. Jak dla mnie bomba, może już jestem stary i nie nadążałem za szybkością, jaką oferowała FIFA 22. Tak czy inaczej takie podejście do sprawy nie powinno jednak dziwić, bo tylko w ten sposób EA Sports mogło uwydatnić kolejną ciekawą nowość obecną w recenzowanej produkcji. Mowa o systemie AcceleRATE, który sprawia, że w zależności od wzrostu i zwinności danego piłkarza “zbiera się” on do piłki szybciej lub wolniej (otrzymujemy trzy typy przyśpieszenia opisane na karcie danego zawodnika). Czy widać to gołym okiem? Jak najbardziej, zwłaszcza jeśli po rozegraniu kilkunastu meczów w FIFA 23 wrócimy na chwilę do FIFA 22.

Powyższe nie dotyczy jednak usprawnionych algorytmów sztucznej inteligencji, ponieważ gołym okiem widać, że w FIFA 23 zawodnicy mocniej trzymają się oni swoich pozycji, przez co chociażby trudno wyprowadzić dobrą kontrę, czyli taką, w której na jednej połowie znajduje się wyłącznie golkiper atakowanego zespołu. To również cieszy, bo w FIFA 22 wielokrotnie tracąc piłkę w okolicach pola karnego rywala byłem niemalże pewien, że ten zaraz “rozklepie” mnie kilkoma podaniami, otwierając sobie autostradę do mojej bramki.

  • Elektronika
    G