recenzja-filmu-wilkolak-noca-od-marvela-potwor-w-kazdym-z-nas.

Recenzja filmu Wilkołak nocą od Marvela. Potwór w każdym z nas.

Igrzyska śmierci

Niecałe dwa lata temu Marvel rozszerzył swoje uniwersum o pierwszy serial, który rozpoczął zupełnie nową erę w MCU (a przy okazji kolejną fazę). Od tego czasu studio dostarczyło już osiem produkcji przeznaczonych dla Disney+, a drugie tyle doczekamy się w najbliższych kilkunastu miesiącach. Marvel nie zamierzał na tym poprzestać i wciąż szukał rozwiązań, aby wprowadzić jeszcze większą ilość swoich bohaterów do uniwersum. Produkcja tytułów dla platformy streamingowej wiąże się z dużo mniejszym ryzykiem, niż wielkich kinowych hitów. Kwestią czasu było, aż studio dostrzeże potencjał w filmach tworzonych z myślą o streamingu. Wilkołak nocą, podobnie jak swego czasu WandaVision, przeciera nowy szlak dla Marvela, który może okazać się kolejnym świetnym pomysłem na rozbudowywanie uniwersum.

Igrzyska śmierci, Recenzja filmu Wilkołak nocą od Marvela. Potwór w każdym z nas.

Pierwszy specjalny program studia koncentruje się na opowieści grozy, w którym najznamienitsi łowcy potworów zostają zgromadzeni w posiadłości Bloodstone’ów, aby po śmierci ich lidera, wziąć udział w tajemniczej i śmiertelnie niebezpiecznej rywalizacji o magiczny klejnot. Zdobyciem potężnego artefaktu zainteresowana jest wyobcowana córka Bloodstone’a, Elsa (Laura Donnelly), która nie pochwala tradycji polowania na potwory. Przedmiotem zdaje się nie być zainteresowany Jack Russell (Gael García Bernal), który ma swój własny ukryty cel, aby wziąć udział w rozgrywce. Jednak gdy łowcy trafiają do labiryntu, zdani są wyłącznie na siebie i muszą zrobić wszystko, aby nie tylko pokonać czającego się w pobliżu groźnego potwora, ale również uniknąć śmierci z rąk swoich przeciwników.

Pewnie czytaliście to już wiele razy, ale Wilkołak nocą jest zupełnie inną produkcją od tego, co do tej pory Marvel nam fundował. I tym razem to stwierdzenie jest jak najbardziej uzasadnione, gdyż gdyby nie logo studia na samym początku, nie można byłoby z łatwością stwierdzić, że film jest integralną częścią MCU. To ogromny sukces debiutującego w roli reżysera Michaela Giacchino, który stworzył obraz działający w oderwaniu od całego superbohaterskiego uniwersum. Znajdą tu więc coś dla siebie zarówno wierni widzowie Marvela, którzy otrzymają produkcję inną od wszystkich dotychczasowych, jak również fani grozy, którzy mogą potraktować Wilkołaka nocą jako osobą krótkometrażową historię, do której mogą przysiąść nawet kompletnie nie znając MCU.

Film pełnymi garściami odwołuje się i czerpie z klasyki gatunku na czele z Potworem Frankensteina czy Wilkołakiem z lat 30. i 40. ubiegłego wieku. Nie chodzi więc o tradycyjne straszenie jump scare’ami, ale budowanie gęstej, mrocznej atmosfery, która w równym stopniu ekscytuje, jak i powoduje niepokój. To w filmie Giacchino udało się idealnie uchwycić. Ogromna w tym zasługa nieco ponad pięćdziesięciominutowego metrażu, który pozwolił twórcom na skondensowanie historii, aby nawet na moment nie nudziła. Akcja jest więc wartka, choć znalazło się trochę miejsca na zbudowanie odpowiedniej tajemnicy, aby historia mogła zaangażować widza już od pierwszych minut.

  • Elektronika
    K