test-msi-gl75-z-core-i5-10300h-–-ile-warte-sa-nowe-procesory-intela?

Test MSI GL75 z Core i5-10300H – ile warte są nowe procesory Intela?

Na nowe mobilne procesory Intela z serii Comet Lake-H czekaliśmy bez zbędnej ekscytacji. To ciągle układy oparte na jedynie odświeżonych, pięcioletnich rdzeniach Skylake i wykonane w procesie technologicznym klasy 14 nanometrów (14+++); tym samym niewiele różnią się od swoich poprzedników. Jedynymi większymi zmianami w porównaniu do starszych procesorów z rodziny Coffee Lake-H są nieznacznie wyższe taktowania, wsparcie dla pamięci DDR4-2933 oraz Thermal Velocity Boost (jednak wyłącznie w przypadku układów Core i7 i i9). Recenzowany MSI GL75 wyposażony jest w najsłabszy model spośród procesorów Comet Lake-H, czyli czterordzeniowy i ośmiowątkowy Core i5-10300H. Taktowanie układu na poziomie bazowym to 2,5 GHz, a w trybie turbo może wzrastać do 4,2 GHz gdy obciążone są wszystkie rdzenie lub maksymalnie do 4,5 GHz, ale jedynie w przypadku obciążenia jednego rdzenia. To odpowiednio zaledwie 100, 200 i 400 MHz więcej niż w przypadku poprzednika, czyli Core i5-9300H. Domyślne TDP układu to 45W, co pozwala przypuszczać, że ze względu na niemal niezmienioną mikroarchitekturą, o ile producent nie zdecydował się na zwiększenie limitów mocy, procesor podczas długotrwałego obciążenia będzie działał z taktowaniem zbliżonym do starszego modelu.

Model laptopa, który otrzymaliśmy do testów wyposażony jest w dedykowany układ graficzny Nvidia GeForce GTX 1650 Ti. Ponieważ to GPU nie ma swojego desktopowego odpowiednika, przyjrzyjmy się mu bliżej. Układ oparty jest na chipie TU117 bazującym na 12-nanometrowej mikroarchitekturze Turing, który w przeciwieństwie do układów serii RTX, nie dysponuje rdzeniami RT i Tensor. W porównaniu do desktopowych GTX-ów 1650 bazujących na tym samym układzie, model Ti dysponuje większą liczbą jednostek obliczeniowych. GPU bowiem jest złożone z 16 bloków multiprocesorów strumieniowych (SM), 1024 rdzeni CUDA, 64 jednostek mapujących tekstury (TMU) i 32 jednostek renderujących (ROP). Bazowa częstotliwość GPU to 1350 MHz, zaś w trybie Boost 1.0 może być zwiększona do 1485 MHz. Niestety TU117, w przeciwieństwie chociażby do TU116 z desktopowego 1650 SUPER, dysponuje mniej wydajnym koderem sprzętowym NVENC ze starszej generacji Volta. Układ korzysta z 4 GB pamięci GDDR6 produkcji Samsunga o taktowaniu 1500 MHz. TGP układu ustawiono na poziomie 50 W.

W najtańszej konfiguracji Leopard wyposażony jest w zaledwie 8 GB pamięci operacyjnej DDR4 w postaci jednego modułu SO-DIMM firmy Samsung, model M471A1K43CB1-CTD. Niestety w takim przypadku  pamięć działa w trybie jednokanałowym. Co gorsza, mimo wsparcia procesora dla pamięci DDR4-2933, ta w Leopardzie działa z prędkością DDR4-2666 przy opóźnieniach CL19-19-19-43. Na szczęście laptop dysponuje dwoma slotami SO-DIMM, zatem bez problemu możemy zwiększyć pojemność RAMU (lub zainstalować szybsze moduły).

Na system operacyjny i pliku użytkownika przeznaczony jest natomiast nośnik półprzewodnikowy o  pojemności jedynie 256 GB. Jest to bardzo marny, budżetowy SSD firmy Kioxia (Toshiba), model BG3 o oznaczeniu KBG30ZMV256G. Nośnik ma format M.2 2280, oparty jest na 64-warstwowych kościach TLC (BiCS FLASH) i wykorzystujące interfejs PCIe Gen. 3 × 2 oraz standard NVMe 1.2.1. Poza tym w laptopie można zamontować nośnik w formacie 2,5-cala ze złączem SATA.

Pozostałe dane omawianego laptopa zawiera poniższa tabela:

MSI GL75 Leopard
Procesor Intel Core i5-10300H 4 rdzenie / 8 wątków; 2,5 – 4,5 GHz
Układ graficzny Nvidia GTX 1650 Ti 4 GB GDDR6
Pamięć 8 GB DDR4-2666; tryb jednokanałowy (single channel)
Ekran 17,3″ (1920 × 1080), IPS, 120 Hz, matowy
SSD 256 GB, PCIe Gen. 3 × 2, NVMe 1.2
WLAN Intel Wi-Fi 6 AX201; 802.11 b/g/n/ac, Bluetooth 5.0
HDD brak / możliwość montażu
Napęd optyczny brak
Porty 3 × USB 3.1 (3.2 Gen. 1) typ A 1 × USB 3.1 (3.2 Gen. 2) typ C HDMI 1.4 Mini DisplayPort 1.2 złącze Ethernet osobne wejście i wyjście audio
Wymiary 396 mm × 270 mm × 33 mm
Masa 2,5 kg
System operacyjny brak
Gwarancja 2 lata
Cena 4700 zł

MSI GL75 Leopard – wygląd, budowa, złącza

Wygląd Leoparda od MSI jedynie nielicznym może przypaść do gustu. Choć urządzenie pozbawione jest podświetlenia w pełnej palecie RGB, to gamingowy charakter laptopa został podkreślony niemal w każdy inny możliwy sposób. Sama bryła urządzenia jest na pozór prosta, niemal w całości wykonana z połyskliwego, czarnego plastiku. Metalowa jest jedynie klapa matrycy. Niestety została ona ozdobiona (oszpecona) podświetlanym gamingowym logiem producenta – tribalowym smokiem na tle czerwonej tarczy, bo bokach którego umieszczono dodatkowo dwa długie, skośne załamania. Również boki i spód urządzenia są mocno stylizowane. Krawędzie i dolny panel pokryte są geometrycznymi tłoczeniami, ale tylko cześć z nich to faktyczne perforacje. Niestety najtańszy model z linii GL nie jest wyposażony duży metalowy, ażurowy spodni panel jakim dysponują droższe urządzenia z serii GL65.

Niewiele bardziej stonowany jest wygląd laptopa po podniesieniu klapy matrycy i włączeniu urządzenia. Pierwsze co przykuwa naszą uwagę to bowiem czerwone podświetlenie klawiatury. Co gorsza, nawet po jego wyłączeniu kolą w oczy jaskrawoczerwone obrysy boków klawiszy. Dopiero gdy oswoimy się z tym widokiem będziemy mogli zauważyć, że ekran cechuje się bardzo wąskimi ramkami. Boczne mają zaledwie około 7 mm grubości, górna niewiele ponad 8 mm. Dzięki temu wymiary laptopa, jak na urządzenie z 17,3-calowym wyświetlaczem są relatywnie nieduże. Pochwalić można też niewielką masę urządzenia, która wynosi około 2,5 kilograma.

Niestety lekki plastik nie zapewnia tak solidnej budowy jak droższe aluminium czy stopy magnezu, zatem zarówno górny jak i dolny panel korpusu urządzenia trzeszczą i mocno się uginają – dociskając obudowę palcami można z łatwością wyczuć, w którym miejscu wewnątrz urządzenia jest bardzo dużo wolnej przestrzeni, zaś niefortunnie podnosząc urządzenie możemy docisnąć kratkę wlotu powietrza do działającego wentylatora. Jedynie klapa matrycy, jak na tak dużą przekątną, wydaje się całkiem solidna i tylko umiarkowanie się wygina. Niestety zarówno korpus, jak i pokrywa laptopa w niesamowitym tempie zbierają i eksponują też zabrudzenia i odciski palców. Żeby utrzymać Leoparda w przyzwoitej kondycji wizualnej pod nadgarstki wypada kłaść ściereczkę z mikrofibry zaś z klawiatury korzystać w rękawiczkach, co w czasach pandemii wydaje się tylko troszkę mniej absurdalne.

Zaletą 17,3-calowych urządzeń jest duża ilość złączy. Na lewym boku Leoparda umieszczono port Ethernet, pełnowymiarowe złącze HDMI (1.4), mini DisplayPort (1.2), USB 3.2 Gen 1 (3.0) typu A, USB 3.2 Gen 1 (3.0) typu C oraz dwa niezależne złącza mini jack, dla mikrofonu i słuchawek.

Z lewej strony natomiast znajduje się czytnik kart SD oraz dwa kolejne złącza USB 3.2 Gen 1 (3.0) typu A. Trzeba zatem przyznać, że pod względem ilości i rodzaju złączy GL75 jest wyposażony całkiem przyzwoicie, jednak skrytykować trzeba stare standardy HDMI i DisplayPort. Od wprowadzenia HDMI 2.0 minęło już 6 lat, a DisplayPort 2.0 istnieje już ponad 3 lata. Ile czasu potrzeba producentom na implementacje tych nowości?

MSI GL75 Leopard – klawiatura i touchpad

Klawiatura jest jednym z atutów Leoparda. Klawisze mają sporą powierzchnię, znajdują się w wygodnej odległości od siebie, a przede wszystkim cechują się głębokim, sprężystym skokiem oraz pewnym początkowym oporem, dzięki czemu moment aktywacji jest doskonale wyraźny. Na tym jednak zalety się kończą. Niestety, jak w większości laptopów MSI układ przycisków wymaga przyzwyczajenia. Najbardziej doskwiera odsunięcie od spacji prawego klawisza Alt żeby w jego miejscu umieścić zdublowany przycisk Backslash! Wyjątkowo uciążliwe jest też bardzo nieintuicyjne położenie przycisku Delete, jako drugi w rzędzie nad klawiaturą numeryczną. Ponadto klawisz Windows został przeniesiony na prawą stronę, między wspomniany Alt i prawy Ctrl. Jego funkcję możemy jednak w Dragon Center przypisać do przycisku Fn, wtedy jednak to klawisz funkcyjny znajdzie się w mało wygodnym miejscu.

W testowanym przez nas najtańszym modelu Leoparda, klawiatura wyposażona jest w trzystopniowe, wyłącznie czerwone podświetlenie. Niestety, jak już wspominaliśmy, nawet gdy je wyłączymy, klawisze wciąż zwracają na siebie uwagę bokami i gaminowym (subiektywnie brzydkim) fontem w mało subtelnym, czerwonym kolorze. Poza tym, z prawej strony bloku numerycznego, w brzegu zagłębienia klawiatury, pod kątem umieszczono (ukryto) trzy podłużne dedykowane przyciski. Poziomy z nich to Power, natomiast poniżej znajduje się przycisk Recovery oraz klawisz Cooler Boost włączający wentylatory na maksymalne obroty. Takie położenie tych przycisków jest wyjątkowo niewygodne, a ze względu na głębokie i skośne osadzenie, ich wciśnięcie bywa problematyczne. W pobliżu wspomnianego przycisku Power znajduje się też niewielka dziurka z diodą informującą o trybie działania urządzenia. Drugi podobny otwór znajdziemy przy lewej krawędzi laptopa. Wbrew pozorom nie jest to otwór mikrofonu, a dziurka z (dla odmiany białą!) diodą sygnalizującą aktywację przycisku Caps Lock, mimo że ten znajduje się 2 cm od niej. Niestety MSI nie dołącza też żadnego oprogramowania, które w większym stopniu niż wspomniane przełączenie przycisków Fn/Windows pozwoliłoby dostosować działanie czy podświetlenie klawiatury. Ta z kolei, choć sygnowana jest logiem SteelSeries, nie jest rozpoznawana przez programowanie SteelSeries Engine, zatem nie mamy pewności czy nadrukowane logo nie jest jedynie efektem wykorzystania kadłubka z droższych modeli wyposażonych w lepsze klawiatury z przyciskami z indywidualnym podświetleniem RGB.

Niewiele złego powiedzieć można natomiast o gładziku. Ten ma przyjemną, gładką powierzchnię i działa przyzwoicie, bez problemu radząc sobie z rozpoznawaniem dotyku i gestów. Niestety wydzielone przyciski myszy, choć mają przyjemny klik, to nie sprawiają wrażenia solidnych. Prawy przycisk stawia też wyraźnie większy opór, a ich naciskaniu towarzyszy plastikowy pogłos.

Te wszystkie cechy sprawiają, że korzystanie z klawiatury Leoparda zdecydowanie nie każdemu przypadnie do gustu, a na pewno będzie wymagało sporej zdolności adaptacji. Również do niesprzyjających warunków temperaturowych, o czym więcej w części dotyczącej temperatur.

MSI GL75 Leopard – wnętrze

Sporą część wnętrza GL75 widać jeszcze przed zdjęciem dolnego panelu. Spód urządzenia jest bowiem w wielu miejscach ażurowy. Niestety jak już wspominaliśmy, nie jest to metalowy, gęsto perforowany panel w jaki wyposażone są najdroższe modele z serii GL65, ale giętki plastik, którego wytrzymałość zdecydowanie obniżają liczne prześwity, zwłaszcza, że większość z nich znajduje się nad pustą przestrzenią zamiast nad grzejącymi się komponentami. Mimo to, dzięki dwóm wlotom tuż nad wentylatorami, dostęp powietrza do układu chłodzenia jest zdecydowanie lepszy niż w omawianym jakiś czas temu Asusie TUF Gaming A15.

Zdjęcie dolnej części obudowy wymaga odkręcenia 13 śrub z łebkiem PH1, z których dwie są dużo krótsze (warto na to uważać, żeby składając Leoparda nie przewiercić obudowy). Następnie wystarczy podważyć panel wzdłuż krawędzi, szczególną uwagę poświęcając tyłowi obudowy. Tam plastik jest bardzo cienki i łatwo może popękać. Po usunięciu spodu obudowy pierwsze co zauważymy to to, że wewnątrz laptopa jest naprawdę sporo pustej przestrzeni, niestety bez żadnego wsparcia konstrukcyjnego zarówno dla góry jaki i spodu korpusu. Kolejną rzeczą jaką nie sposób przeoczyć jest bardzo okazały system chłodzenia. Zarówno GPU jak i CPU dysponują dwoma indywidualnymi ciepłowodami oraz jednym wspólnym, choć połączonym tylko z jednym z dwóch wentylatorów. To więcej heatpipów niż we wspomnianym TUFie, ale mniej niż w innych, droższych urządzeniach serii GL. Kolejnym rzucającym się w oczy elementem jest akumulator złożony kilku ogniw umieszczonych między wentylatorami i ogromne głośniki (których drgania amortyzowane są czerwonymi gumkami) położone w miejscu, w którym spodziewalibyśmy się baterii. Na płycie głównej znajdziemy też dwa sloty SO-DIMM, zatem mamy możliwość łatwego zwiększenia pojemności pamięci operacyjnej. Poniżej nich natomiast jest miejsce na nieobecne dodatkowe złącze M.2 na nośnik danych. Niestety w Leopardzie jedyną opcją zwiększenia ilości miejsca na dane jest wymiana (i tak wolnego) nośnika PCIe SSD lub montaż nośnika lub dysku twardego w formacie 2,5 cala, na którego miejsce znalazło się poniżej prawego wentylatora.

MSI GL75 Leopard – matryca

Jak zdecydowana większość gamingowych laptopów ze średniej półki cenowej, GL75 wyposażony jest w raczej kiepski wyświetlacz – to element, na którym producentom jest łatwo zaoszczędzić. W Leopardzie zastosowano panel klasy IPS od AU Optronics, model B173HAN04.7 (AUO479D) o przekątnej 17,3 cala i rozdzielczości 1920 na 1080 pikseli. Według naszych pomiarów, wyświetlacz niestety cechuje się dość niską jasnością maksymalną (271,11 cd/m2), bardzo słabym kontrastem (1 : 697), niskim stopniem pokrycia palet barwnych (sRGB 59,4%, Adobe RGB 41,6%) oraz marnym odwzorowaniem kolorów (średni błąd DeltaE to 5,74, zaś maksymalny 10,94). Jedynymi zaletami matrycy są: 120-hercowa częstotliwość odświeżania, temperatura barwowa bieli niewiele odbiegająca od wzorca oraz matowa powłoka redukująca odbicia światła w jasnych pomieszczeniach. Takie parametry wyświetlacza wykluczają go z profesjonalnych zastosowań jak edytowanie grafiki czy wideo, jednak zarówno w codziennym wykorzystaniu jak przeglądanie internetu oraz w tym, do czego GL75 został stworzony, czyli w graniu, zwłaszcza w szybkie i kompetytywne gry, taki panel powinien być wystarczający.

MSI GL75 Leopard – dane techniczne
Rozmiar i typ matrycy 17,3″, IPS, matowa
Rozdzielczość 1920 x 1080 pikseli
Maksymalna jasność 271,11 cd/m2
Pokrycie palety barwnej: sRGB Adobe RGB DCI P3 59,4 % 41,6 % 42,8 %
Luminancja koloru czarnego (przy 180 cd/m2) 0,26 cd/m2
Kontrast rzeczywisty (statyczny) 1 : 697
Temperatura barwowa bieli (idealnie: 6500 K) 6136 K
Delta E: średnia maksymalna 5,74 10,94

MSI GL75 Leopard – zastosowania domowe i półprofesjonalne

Po najnowszych mobilnych procesorach Intela nie oczekiwaliśmy zbyt wiele. Stara, choć wciąż usprawniana architektura oraz leciwy proces technologicznych nie zapowiadają rewolucji pod względem wydajności. Niestety te przypuszczenia znajdują potwierdzenie w testach. Leopard wyposażony w (zaledwie) czterordzeniowego Core i5-10300H w większości zadań, zarówno jedno-, jak i wielowątkowych, wypada bardzo przeciętnie na tle gamingowej konkurencji, która dysponuje procesorami Intela starszej generacji, ale z większą liczbą rdzeni. Jedynie w porównaniu do laptopów także wyposażonych w czterordzeniowe układy, ale starych generacji zarówno AMD jak i Intela, Leopard z najnowszym Core i5 notuje nieco lepsze wyniki.

MSI GL75 Leopard – wydajność w grach i narzędziach 3D

GTX 1650 Ti, jak na układ w gamingowym laptopie, cechuje się bardzo przeciętną wydajnością. Współpracując z Core i5-10300H w większości gier zapewnia zauważalnie mniejszą płynność animacji niż GTX 1660 Ti, nawet sparowany z Ryzenem starej generacji. Oczywiście jeszcze większy dystans dzieli 1650 Ti do wydajności oferowanej przez układy RTX 2060, zwłaszcza w laptopach wyposażonych w procesory z większą liczbą rdzeni. Jedynie na tle kilkuletnich już układów jak GeForce GTX 1050 czy Radeon RX 560, wydajność 1650 Ti może wydawać się wysoka, niestety jednak nawet w przypadku starszych gier wciąż jest zdecydowanie za niska, żeby można było liczyć na płynność rozgrywki na poziomie przynajmniej 60 klatek na sekundę.

MSI GL75 Leopard – temperatury, taktowania, overclocking

MSI GL75 Leopard – obciążenie CPU

Największym, pozytywnym zaskoczeniem w przypadku Leoparda są praktycznie wyłączone limity energetyczne. Jak widać na poniższym screenie z HWiNFO64, w trybie Extreme Performance Core i5-10300H w GL75 może przez 28 sekund pracować z mocą nie przekraczającą 200 W, po czym musi obniżyć soją moc do poziomu poniżej… 200 W :).

Tym samym ten czterordzeniowy procesor wykonany w leciwym już procesie litograficznym, nawet podczas najbardziej wymagających zadań, działając z maksymalnym taktowaniem dla wszystkich obciążonych rdzeni, generując przy tym około 50-55 W mocy nie przekracza PL1, zatem nie throttluje energetycznie. To wyjątkowo rzadko spotykana cecha wśród laptopów, nawet gamingowych. Niestety i to ma w Leopardzie swoją złą stronę. Układ chłodzenia, choć okazały, nie jest w stanie efektywnie odprowadzić takiej ilości ciepła. Co gorsze, w domyślnej konfiguracji wspomnianego trybu wydajności, wentylator układu chłodzenia włącza się wyjątkowo opieszale, a nim zacznie pracować z maksymalną szybkością, temperatura CPU przekracza 95 stopni Celsjusza. To natomiast skutkuje nieznacznym obniżaniem częstotliwości, czyli throttlingiem termicznym. Doskonale widać to na poniższym wykresie. Podczas kodowania x264 procesor, już na samym początku testu osiąga bardzo wysoką temperaturę i zmuszony jest obniżyć taktowanie. Niestety podczas dalszego trwania obciążenia, gdy układ chłodzenia pracuje już z maksymalną mocą, momenty gdy procesor osiąga zbyt wysoką temperaturę, nawet 98 stopni Celsjusza, powtarzają się jeszcze kilkukrotnie.

MSI GL75 Leopard – obciążenie CPU i GPU

Dużo lepiej Leopard spisuje się jednak w grach. W przypadku średniego obciążenia CPU i dużego wykorzystania GPU laptop działa niemal wzorowo. Jak widać na poniższym wykresie, podczas testu w grze Shadow of the Tomb Raider procesor stale utrzymuje taktowanie poziomie 4,2 GHz, a więc maksymalnym dla wszystkich wykorzystywanych rdzeni. Jednak tak jak w przypadku obciążenia samego CPU, układ chłodzenia zaczął pracować z najwyższą wydajnością dopiero po kilku minutach od rozpoczęcia gry, co dobrze pokazuje przebieg wykresu temperatury. Ta, nim wentylator CPU zaczął działać z maksymalną prędkością, szybko wzrasta, osiągając w szczytowym momencie 91 stopni Celsjusza. Jednak zaraz po 5. minucie testu, gdy obroty wentylatora wzrosły do najwyższej szybkości, temperatura zaczyna spadać i między 5. a 30. minutą testu wynosi średnio zaledwie 83,1 stopnia Celsjusza. To bardzo dobry wynik, jednak trzeba pamiętać, że to również spora zasługa tego, że Core i5-10300H dysponuje zaledwie 4 rdzeniami. Każdy wydajniejszy, sześcio- lub ośmiordzeniowy procesor z serii Comet Lake-H w tym laptopie z pewnością nie byłby w stanie utrzymać równie stabilnego taktowania i relatywnie niskiej temperatury.

Intel Core i5-10300H ─ MSI GL75 Leopard
Taktowanie bazowe [GHz] Nominalne taktowanie turbo [GHz] Taktowanie CPU podczas testu [GHz] Wnioski
Jeden rdzeń Wszystkie rdzenie Maksymalna średnia Minimalna średnia Minimalne (jeden rdzeń) Średnie (5-30 min)
2,5 4,5 4,2 4,2 4,2 4,2 4,2 Taktowanie  na maksymalnym poziomie turbo

Bardzo podobnie wygląda wykres przedstawiający parametry pracy układu graficznego. Początkowe taktowanie 1785 MHz jest tylko w minimalnym stopniu obniżane i między 5. a 30. minutą testu częstotliwość działania GPU to średnio 1713 MHz, czyli dużo powyżej wartości Boost 1.0. Tak jak w przypadku wentylatora CPU, wentylator układu graficznego włącza się ze sporym opóźnieniem, jednak nawet podczas długotrwałego grania nie osiąga maksymalnej prędkości obrotowej. Mimo to najwyższa temperatura GPU, obserwowana jedynie na początku testu, to zaledwie 66 stopni Celsjusza. Jednak wraz z przyśpieszeniem obrotów wentylatora zaczyna około 5 minuty testu nieznacznie spadać i przez resztę gry utrzymuje się na stabilnym średnim poziomie około 64,1 stopnia Celsjusza. To bardzo przyzwoite wyniki, ale w tym wypadku należy pamiętać, że GTX 1650 Ti jest mało wydajną kartą, a w omawianym laptopie jej moc i temperatura jest ograniczona limitem energetycznym na poziomie zaledwie 50 W.

Nvidia GTX 1650 Ti 4 GB ─ MSI GL75 Leopard
Nominalne taktowanie GPU [MHz] Taktowanie GPU podczas testu [MHz] Wnioski
Bazowe (referencyjne) Boost 1.0 (referencyjne) Maksymalne Minimalne Średnie (5-30 min)
1350 MHz (1350 MHz) 1485 MHz (1485 MHz) 1785 MHz 1650 MHz 1713 MHz Taktowanie dużo powyżej poziomu Boost

Działanie CPU i GPU jest jednym z najbardziej stabilnych jakie kiedykolwiek obserwowaliśmy w laptopie. Dzięki temu urządzenie jest w stanie zapewnić stałą wydajność nawet podczas wielogodzinnego grania. W naszym teście GL75 podczas obciążenia zapewniał płynność gry maksymalnie na poziomie 40,5 kl./s, zaś minimalnie było to 39 kl./s. Średnia ilość klatek na sekundę między 5. a 30. minutą testu to natomiast 39,8, zatem spadek wydajności wyniósł niecałe 2% względem wartości maksymalnej. To wynik wart pochwały.

MSI GL75 Leopard – undervolting i overclocking

Pierwszym etapem zwiększenia wydajności Leoparda była próba undervoltingu czyli obniżenia napięć, z jakim działa CPU. To mogłoby zapobiec chwilowemu przegrzewaniu się procesora podczas najbardziej wymagających zadań. Niestety choć nowy procesor jest obsługiwany przez program XTU od Intela i możemy za jego pomocą zmienić limity mocy CPU, tak opcje zmiany offsetu napięcia są nieaktywne. Z tego powodu postanowiliśmy skorzystać z innej aplikacji, wprost stworzonej do wyeliminowania throttlingu, czyli ThrottleSTOP. Co prawda w tym przypadku opcja regulacji napięcia zasilania zarówno rdzeni jak i cache’u jest aktywna, niestety procesor nie jest podatny na wprowadzane zmiany. Tym samym opcja undervoltigu Core i5-10300H na chwilę obecną nie jest możliwa. To duża strata, ale najwidoczniej nowe-stare procesory działają z i tak już maksymalnie wyżyłowanymi przez producenta parametrami i Intel woli, żeby użytkownicy nie mogli się sami o tym sami przekonać. Jedyne pozostałe opcje to aktywacja funkcji Cooler Boost lub dostrojenie krzywej pracy wentylatora CPU w aplikacji Dragon Center. Obie wiążą się ze wzrostem generowanego hałasu (zwłaszcza Cooler Boost), jednak wcześniejsze włączanie wentylatora, nawet na minimalne obroty oraz bardziej dynamiczne zwiększanie prędkości podczas obciążenia pozwala wyeliminować throttling temperaturowy niemal całkowicie.

Inną funkcją aplikacji od MSI jest możliwość zwiększenia częstotliwości pracy GPU i VRAM-u. Niestety zakres zmian jest bardzo ograniczony, zatem od razu przeszliśmy do MSI Afterburnera i automatycznej opcji OC Scanner. Niestety ten proces doboru wyższych częstotliwości do danych napięć wielokrotnie kończył się bluescreenem, jednak po wielu próbach udało się zwiększyć taktowanie GPU średnio o około 200 MHz. To bardzo dobry wynik. Ponadto przypuszczając, że nowy GTX 1650 Ti wykorzystuje te same kości pamięci Samsunga, co RTX 2060 Max-Q w testowanym Zephyrusie, postanowiliśmy sprawdzić czy i w tym przypadku uda się zwiększyć ich taktowanie do poziomu jaki udało nam się uzyskać w laptopie Asusa. Jednak pod tym względem układ MSI przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania, a taktowanie pamięci udało nam się podnieść aż o 375 MHz, do poziomu 1875 MHz. To daje efektywne taktowanie na poziomie 15 000 MHz, czyli więcej niż w przypadku RTX 2060 i to wersji nie Max-Q.

Tak podniesione częstotliwości zdecydowanie zwiększyły wydajność układu graficznego. W przypadku syntetycznego Fire Strike Extreme wynik wzrósł o 13%, natomiast w przypadku gier mocno kartę graficzną ilość generowanych klatek na sekundę wzrosła o około 10-11%. To świetne rezultaty.

MSI GL75 Leopard – głośność

Kultura działania to jedna z nielicznych zalet GL75. W trybie oszczędzania energii oraz podczas mało wymagających zadań również w trybie ekstremalnej wydajności, laptop na ogół jest chłodzony całkowicie pasywnie, a wentylatory układu chłodzenia pozostają w spoczynku nie generując żadnego dźwięku. Sporadycznie, gdy urządzenie jest intensywniej wykorzystywane wentylator CPU zaczyna obracać się z prędkością około 3000 obrotów na minutę, co jest jednak ledwo słyszalne. Natomiast podczas maksymalnego obciążenia procesora wentylator stopniowo zwiększa prędkość do maksymalnych 5400 obr./min, co wiąże się z już zauważalnym hałasem na poziomie około 42 dBA. Podczas równoczesnego obciążenia CPU i GPU, na przykład w trakcie grania, wentylator CPU stale pracuje na najwyższych obrotach, zaś wtóruje mu wentylator GPU obracający się z szybkością 3000 obr./min. W takim przypadku generowany przez urządzenie hałas dochodzi do 44 dBA. Trzeba więc przyznać, że są to bardzo przyzwoite wyniki, a Leopard nawet podczas maksymalnego obciążenia jest cichszy niż wiele konkurencyjnych laptopów. Ponadto oprogramowanie Dragon Center daje możliwość ręcznego dostosowania krzywych działania osobno dla obu wentylatorów, w zależności od temperatury procesora lub układu graficznego. Możliwe jest też włączenie (w aplikacji lub za pomocą dedykowanego przycisku na panelu roboczym) funkcji Cooler Boost, która sprawia, że niezależnie od temperatury podzespołów, oba wentylatory pracują z maksymalną prędkością 5400 obr./min. Wtedy jednak poziom generowanego hałasu sięga 49 dBA.

MSI GL75 Leopard – nagrzewanie się obudowy

Niestety opisany wyżej na ogół pasywny sposób chłodzenia, poza oczywistą zaletą jaką jest cisza, ma też sporą wadę. Domyślna konfiguracja działania wentylatorów sprawia, że uruchamiają się dopiero po osiągnięciu przez procesor lub układ graficzny odpowiednio około 65 lub 55 stopni Celsjusza. To sprawia, że podczas codziennych zadań, kiedy wentylatory pozostają w bezruchu, podzespoły mocno się nagrzewają, a ciepło nie jest odprowadzane poza obudowę. Przez to nawet gdy laptop nie jest intensywnie wykorzystywany obudowa urządzenia jest bardzo ciepła. Góra panelu roboczego w najcieplejszym miejscu, czyli w centralnym obszarze, nad procesorem osiąga temperaturę 39 stopni Celsjusza. Co gorsza najbardziej nagrzewa się zwłaszcza obszar klawiatury, co może być mocno uciążliwe podczas długiego edytowania dokumentów. Natomiast dolny panel w analogicznym miejscu nagrzewa się do 43 stopni Celsjusza, co raczej zniechęca do trzymania laptopa na kolanach. Podczas długotrwałego, intensywnego obciążenia temperatura obudowy w obszarze klawiatury wzrasta jeszcze bardziej i sięga nawet 46 stopni w jej centralnej/lewej części. W takim przypadku jednak jeszcze bardziej od klawiatury nagrzewa się plastik tuż nad nią, w miejscu radiatorów układu chłodzenia, zwłaszcza po stronie CPU. W tym obszarze temperatura sięga 50 stopni Celsjusza. W podobnym stopniu nagrzewa się też dolny panel urządzenia, zatem korzystanie z laptopa trzymanego na kolanach w lecie zdecydowanie nie będzie przyjemne, ale za kilka miesięcy może stanowić potężne oręże w walce z zimą.

MSI GL75 Leopard – czas działania

Zastosowanie ogniwa o pojemności zaledwie 42 Wh, mimo mało wydajnych podzespołów laptopa, skutkuje bardzo krótkim działaniem urządzenia na zasilaniu akumulatorowym. Przy jasności ekranu ustawionej na stałe 180 cd/m2 i włączonym w oprogramowaniu Dragon Center trybie oszczędzania baterii (Super Battery), GL75 pozwala na zaledwie nieco ponad 4 godziny przeglądania internetu lub oglądania filmów FullHD przy wyłączonej karcie sieciowej. Jeszcze słabiej wypada czas grania. Nawet w trybie Super Battery jest to zaledwie 53 minuty. To bardzo marne wyniki, zwłaszcza na tle innych gamingowych urządzeń wyposażonych w wydajniejsze podzespoły. Co gorsza, trzeba też zaznaczyć, że wspomniany zdefiniowany przez producenta tryb oszczędzania baterii, kilkukrotnie po włączeniu, niemal całkowicie uniemożliwiał w praktyce jakiekolwiek korzystanie z urządzenia, ponieważ taktowanie procesora było ograniczone do stałych 800 MHz i nawet otworzenie menu Start trwało kilka sekund!

MSI GL75 Leopard – podsumowanie

GL75 to pod kilkoma względami całkiem wyjątkowe urządzenie. Rzadko bowiem zdarza się nam recenzować gamingowego laptopa, który podczas długotrwałego grania jest w stanie utrzymywać stałe, stabilne taktowanie turbo, a przy tym nie waży 5 kilogramów i nie hałasuje głośniej niż suszarka do włosów. Leopard jednak dzięki praktycznie zdjętym limitom energetycznym oraz przyzwoitemu i relatywnie cichemu układowi chłodzenia w większości zastosowań, a przede wszystkim podczas tego, do czego został stworzony, czyli podczas grania, jest w stanie utrzymać stałą wydajność oraz temperatury podzespołów w rozsądnych granicach. W laptopie o tak gamingowym przeznaczeniu dobrze powinien sprawdzić się też duży wyświetlacz o bardzo wąskich ramkach, dzięki któremu możemy lepiej wczuć się w grę. Ponadto wysoka, 120-hercowa częstotliwości odświeżania ekranu pozwala szybciej wyświetlić błyskawicznie zmieniającą się sytuację w grze, dając graczowi ułamek sekundy więcej na reakcję. Niewykluczone, że w szybkich, kompetytywnych grach może to zaważyć o zwycięstwie. Dużą zaletą dla graczy jest też klawiatura z przyciskami o wyraźnym punkcie aktywacji i dobrym feedbacku. Bardziej zaawansowani użytkownicy z pewnością docenią też możliwość dostosowania pracy układu chłodzenia oraz duży potencjał OC układu graficznego. Zarówno GPU jak i pamięć VRAM podkręcają się świetnie, co pozwala zyskać wydajność wyższą o ponad 10%, zwłaszcza w bardziej wymagających grach. Przydatna może okazać się też duża liczba i rodzaj złączy umożliwiających podłączenie wielu dodatkowych akcesoriów.

Niestety po tej liście wyszukanych zalet, pora omówić wady Leoparda. Tych niestety jest sporo. Przede wszystkim wydajność najnowszego i najtańszego mobilnego procesora Intela przeznaczonego do gamingowych laptopów jest spodziewanie niska. (Trudną ją też nazwać rozczarowującą – wszak dokładnie tego spodziewaliśmy się po kilkuletniej, lekko odświeżonej mikroarchitekturze i leciwym procesie technologicznym). Zaledwie czterordzeniowy Core i5-10300H zapewnia bardzo przeciętną wydajność, a przy tym generuje ilość ciepła porównywalną do tej, jaką emitują dużo wydajniejsze ośmiordzeniowe Ryzeny serii H. Bardzo mierna jest też wydajność GeForce’a GTX 1650 Ti. Zapewniana przez układ płynność animacji w większości gier jest zdecydowanie niższa niż oferowana przez GTX-a 1660 Ti spotykanego w wielu gamingowych laptopach ze średniej półki cenowej. W żadnej nowszej grze AAA nie możemy liczyć nawet na 60 kl./s, a o 120 klatkach na sekundę (czyli ilości zgodnej z odświeżaniem ekranu) możemy jedynie myśleć w przypadku mało wymagających gier e-sportowych. W omawianej, najtańszej konfiguracji Leopard wyposażony jest w zaledwie 8 GB pamięci operacyjnej (w dodatku o taktowaniu niższym, niż maksymalne wspierane przez procesor) oraz budżetowy, wolny nośnik SSD o pojemności jedynie 256 GB. Takie cięcia kosztów w tej półce cenowej nie powinny być akceptowane przez Konsumentów. Kolejnym przykładem zbędnej oszczędności producenta jest bardzo kiepski ekran. Matryca zapewnia bardzo niski stopień pokrycia palet barwnych (co w tej klasie cenowej jest raczej normą), ale niestety cechuje się też wyjątkowo niskim kontrastem. Maksymalne ograniczenie kosztów produkcji tyczy się też wykonania i jakości użytych materiałów. Plastikowa obudowa laptopa trzeszczy i dosłownie ugina się pod palcami. Oszczędzono również na akumulatorze. Mimo, że GL75 jest dużym urządzeniem i z pewnością zmieściłby w sobie pojemniejsze ogniwo, to wyposażony jest w akumulator o pojemności zaledwie 42 Wh (mniejszy znajdziemy chyba tylko w najtańszych biurowych Dellach lub 13/14-calowych ultrabookach). Przez to, mimo mało wydajnych podzespołów, GL75 jest jednym z najkrócej działających urządzeń tej klasy, jakie testowaliśmy. To jednak pomniejszy problem. Nikt nie kupuje gamingowego laptopa dla długiego czasu działania na zasilaniu akumulatorowym. Dużo więcej zastrzeżeń budzi natomiast opieszałe działanie układu chłodzenia. Podczas zadań bardziej  obciążających procesor niż gry, na przykład kodowanie x264, wentylator CPU ze zbyt dużym opóźnieniem zaczyna pracować z maksymalną szybkością, przez co procesor szybko się przegrzewa. Z kolei ceną bezgłośnego działania podczas mało wymagających zadań, jak przeglądanie internetu czy edytowanie dokumentów jest stale nieprzyjemnie ciepła klawiatura. Poza nagrzewaniem się, wadą klawiatury jest też specyficzne, bardzo nieergonomiczne i nieintuicyjne rozmieszczenie przycisków. Przyzwyczajenie się do takiego układu niestety wymaga sporo czasu. No i jeszcze wygląd. Wzornictwo GL75, delikatnie mówiąc, nie każdemu przypadnie do gustu. Jednak naszym zdaniem połączenie krzykliwej stylistyki, podświetlanego logo, jaskrawych akcentów i miękkiego, połyskliwego plastiku potęguje jedynie wrażenie tandetności.

Nim przejdziemy do omówienia ceny urządzenia, wypada wspomnieć czym dla MSI jest seria GL. Należy do niej bowiem całe spektrum laptopów o bardzo zróżnicowanej wydajności. Znajdziemy wśród nich zarówno urządzenia bardzo podstawowe, jak i takie o zdecydowanie topowej wydajności. To co je łączy, to zawsze atrakcyjna cena. Pod warunkiem że mieszkamy w USA. Przykładowo, jeden z najtańszych obecnych na tamtejszym rynku modeli, GL65 wyposażony w sześciordzeniowego Core i7-10750H, GTX 1660 Ti, 8 GB RAMu i SSD o pojemności 512 GB, kosztuje jedynie 999 dolarów. W przypadku takich podzespołów, wyższej wydajności i tak opłacalnej ceny, wszystkie wymienione wcześniej wady wydają się w zupełności akceptowalne. Niestety w Europie, a więc i w Polsce, ceny urządzeń z serii GL kształtują się zupełnie inaczej. Omawiany przez nas model wyposażony w zaledwie 4-rdzeniowy procesor Core i5-10300H, przeciętnej wydajności układ graficzny 1650 Ti, 8 GB RAMu i nośnik 256 GB, bez systemu operacyjnego kosztuje 4700 złotych! Zatem mimo wielu wymienionych wad, to zdecydowanie (polska) cena jest największą z nich. Tak wysoka cena za laptopa z takimi podzespołami jest bowiem zupełnie odrealniona i niedostosowana do warunków rynkowych. W niższej cenie możemy kupić laptopa wyposażonego w czterordzeniowy procesor Intela i GeForce’a RTX 2060… i to od MSI! Na przykład MSI GF65.

Komu można zatem polecić MSI GL75? W tej cenie – nikomu. Natomiast czy osoba, która mimo to kupi Leoparda będzie z niego zadowolona? Być może. Do póki sobie nie uświadomi, że w podobnej cenie mogła wybrać laptopa o wyższej wydajności, nawet od tego samego producenta.

A jakie są według nas warte rozważenia alternatywy? Oto kilka przykładów:

  • MSI GF65 – wspomniany laptop dysponuje nieco starszym procesorem Core i5-9300H cechującym się jednak zbliżoną wydajnością do i5-10300H, ale poza tym wyposażony jest w układ RTX 2060, który zapewni zdecydowanie wyższą wydajność w grach niż 1650 Ti. GF65 ma również 8 GB pamięci RAM, 120-hercowy ekran, ale o przekątnej 15,6-cala, dwukrotnie pojemniejszy nośnik danych i jest zdecydowanie lżejszy. Jego cena jest niższa o 200 złotych.
  • ASUS TUF Gaming A15 – A15 wyposażony jest w ośmiordzeniowego Ryzena 7 4800H o wydajności niemal dwukrotnie wyższej niż i5-10300H oraz GTX-a 1660 Ti, dużo wydajniejszego niż układ w GL75. TUF ma również dwukrotnie pojemniejszą pamięć RAM (w dodatku DDR4-3200), dwukrotnie większy nośnik SSD, 144-hercowy ekran o przekątnej 15,6 cala oraz potrafi naprawdę długo działać na zasilaniu akumulatorowym. Mimo kilku swoich wad, jest zatem zdecydowanie lepszym wyborem niż Leopard, a kosztuje tylko 200 zł więcej.

Jeśli ta recenzja pomogła Ci w wyborze odpowiedniego laptopa, będziemy wdzięczni za skorzystanie z naszych linków 🙂

Do testów dostarczył: MSI

bez systemu operacyjnego 4700 zł

  • Elektronika
    K